KeepFit

Motywacja

Trener Dawid: Poznaj moją historię

Nazywam się Dawid Woźniakowski, mam 28 lat. Od kilku lat zawodowo pomagam ludziom walczyć z otyłością, poprawić stan zdrowia i uzyskać wymarzoną sylwetkę. Zdecydowałem się podążać w życiu tą ścieżką, ponieważ sam niegdyś byłem osobą mocno otyłą, borykającą się z ogromnymi problemami zdrowotnymi i głęboką depresją. Dzięki ciężkiej, długoletniej pracy udało mi się odmienić swoje życie o 180 stopni i znacząco poprawić stan swojego zdrowia – mimo licznych operacji, jakie przeszedłem, poważnych zaburzeń hormonalnych oraz nieuleczalnej choroby metabolicznej.

Piszę szczerze, z głębi serca, odsłaniając wiele moich słabości i problemów, ponieważ mam nadzieję, że tym artykułem uda mi się przekonać Cię do podjęcia walki o realizację swoich marzeń – niezależnie od tego, czego one dotyczą.

Każdy z nas ma prawo do szczęścia, z którego bardzo często sami się okradamy albo pochopnie rezygnujemy. Jesli chcesz się przekonać, jak wiele zależy od Ciebie, przeczytaj moją historię …

Dawno, dawno temu…

Od najmłodszych lat byłem bardzo szczupłym i wysokim dzieckiem. W rodzinie często przezywano mnie “Dawidek niejadek”, ponieważ było bardzo trudno nakłonić mnie do jedzenia. Byłem alergikiem, bardzo często łapałem infekcje – lekarze przepisywali mi mnóstwo antybiotyków. Odporność mojego organizmu była coraz słabsza, więc dużo czasu musiałem spędzać w domu.

Około 13 roku życia stało się coś, co na zawsze zmieniło moje dalsze życie. Zacząłem gwałtownie przybierać na wadze. Bez wprowadzania żadnych zmian w dotychczasowych nawykach żywieniowych, przytyłem prawie 20 kg w bardzo krótkim okresie czasu. Już jako małe dziecko byłem bardzo wrażliwy i nieśmiały, a gdy nagle ze szczupłego chłopca zamieniłem się w chodzącą kluskę (czego absolutnie nie akceptowałem) totalnie zamknąłem się w sobie. Ponieważ często chorowałem i ciągle bolała mnie głowa, prawie nie chodziłem do szkoły, za to regularnie odwiedzałem lekarzy, którzy poza kolejnym antybiotykiem nic innego nie potrafili wymyślić. W wyniku ciągłego siedzenia w domu coraz bardziej izolowałem się od ludzi, uciekając od problemów w świat wirtualny. Totalnie nie akceptowałem swojego wyglądu i nikt nie potrafił mi pomóc.

Dorastałem w czasach, gdy nie było jeszcze powszechnego dostępu do internetu, tabletów, smartfonów itd. a większość czasu dzieci spędzały aktywnie na podwórku. Zanim przytyłem, byłem jednym z tych rozbrykanych dzieciaków, niestety po przybraniu na wadze niemal cały czas spędzałem przy komputerze. Potrafiłem grać po 12-16 godzin dziennie. Taki tryb życia z krótkimi przerwami prowadziłem przez wiele miesięcy. Ponieważ zawsze byłem perfekcjonistą i w 100% angażowałem się we wszystko co robię, odnosiłem duże sukcesy praktycznie w każdej grze, w którą grałem (zdobyłem kilka tytułów mistrza Polski, w kilku grach byłem jednym z najlepszych graczy w Europie).

Zamiatanie problemów pod dywan i udawanie, że ich nie ma tylko je pogłębia…

Niestety zamiatanie problemów pod dywan i udawanie, że ich nie ma, tylko je pogłębia i tak też było w moim przypadku. Z powodu braku ruchu jeszcze bardziej przytyłem, a moje poczucie własnej wartości osiągnęło poziom zera absolutnego. Wstydziłem się wychodzić z domu, rozmawiać z ludźmi – zarówno na żywo, jak i przez telefon. Każda czynność w realnym świecie – nie związana z grami komputerowymi – napawała mnie przerażeniem.

W takim stanie psychicznym nawet zwykłe wyjście do sklepu wywoływało u mnie panikę. W tym okresie całkowicie zamknąłem się w sobie – z nikim nie rozmawiałem o swoich problemach. Ciągłe nieobecności w szkole i depresja w której tkwiłem po uszy, bardzo negatywnie odbiły się na moich relacjach z rówieśnikami. Pochodzę z rozbitej rodziny, wychowywałem się bez ojca, nie mam rodzeństwa (a właściwie mam przyrodniego brata, ale on mieszka w USA i prawie nie utrzymujemy ze sobą kontaktu), a od pozostałej rodziny odsunąłem się wkrótce po tym, jak przybrałem na wadze. Mama bardzo mnie kochała, ale nie do końca zdawała sobie sprawę, w jakim jestem stanie. Oczywiście widziała, że coś się ze mną dzieje, ale myślała , że cierpię głównie z powodu bólów głowy. Skrzętnie ukrywałem przed nią swoje kompleksy, a nawet swoją otyłość – ciągle chodziłem w luźnej kamizelce, która w jakimś stopniu pozwalała ukryć co nieco, a ponieważ mama dużo pracowała, nie było to aż takie trudne. Mama woziła mnie wprawdzie do różnych lekarzy, ale była to tylko strata czasu i kolejny stres dla nas obojga.

Tak naprawdę przez większość życia jedynym przyjacielem był dla mnie kot. Jeżeli mam być szczery, nie jestem w stanie opisać słowami więzi emocjonalnej, jaka łączyła mnie z tym zwierzakiem. Czułem się samotny i zdany wyłącznie na siebie.

Niestety nasze ciało idealnie odzwierciedla to, co dzieje się w naszej głowie. Chorowałem średnio dwa razy w miesiącu i regularnie cierpiałem z powodu bardzo silnych, niekiedy paraliżujących wręcz, bólów głowy.

Większość lekarzy mówiła wprost, że symuluję, po to aby nie chodzić do szkoły i grać w gry komputerowe. Tak też było w przypadku znanego profesora laryngologii – ordynatora jednego z warszawskich szpitali, który już na wstępie powiedział, że nie wierzy w moje “magiczne” bezobjawowe bóle głowy, ale ponieważ bardzo się upierałem przy swoim – skierował mnie na tomografię komputerową głowy i zatok.

Gdy wróciłem do niego z wynikami, złapał się za głowę i mnie przeprosił. Okazało się, że miałem częściowe niedotlenienie mózgu spowodowane rozległym zapchaniem wszystkich zatok, które powodowało niezwykle silne bóle. Skierował mnie na CITO na swój oddział laryngologiczny (który był wtedy remontowany) i już kilka dni później leżałem na stole operacyjnym. W związku z remontem oddziału laryngologicznego przyjmowano wówczas wyłącznie pacjentów w stanie krytycznym i umieszczano ich na oddziale onkologicznym. Na salach przeznaczonych dla 2-3 osób, upychano po 5-6 łóżek. Pacjenci leżeli nawet na korytarzach. Tym sposobem w wieku 13 lat spędziłem dużo czasu w towarzystwie osób chorych na różnego rodzaju nowotwory, z czego znaczna część była w stanie agonalnym. (dzięki temu doświadczeniu nigdy nie tknąłem papierosa i do tej pory nie pozwalam palić w swoim towarzystwie)

Wydawać by się mogło, że wszystko powinno dobrze się skończyć – dobra diagnoza (wreszcie), operacja i usunięcie problemu… niestety z zatokami nie ma tak łatwo. Każda operacja może przyczynić się do powstania zrostów itd. które w znaczący sposób ograniczają drożność kanalików, prowadzących do zatok. Co lepsze, zmniejszona przepustowość odbija się nie tylko na ilości tlenu, jaki trafia do organizmu, ale również bardzo ułatwia rozwój bakterii i grzybów, dzięki czemu problem z zatokami może nieskończoną ilość razy nawracać i nie ma żadnej metody na skuteczne wyeliminowanie go. Tak też, niestety, było w moim przypadku i jeszcze kilka razy byłem operowany na zatoki – średnio co półtora roku.

Niestety, wszystkie te operacje i choroby drastycznie utrudniały mi walkę z otyłością i powrotem do normalności. W wieku 14 lat zacząłem regularnie miewać myśli samobójcze i chyba jedynym powodem, dla którego nigdy nie zdecydowałem się na wykonanie konkretnego kroku w tę stronę, był właśnie mój kociak.

W przypływie jakiejś weny postanowiłem jednak zawalczyć o swoje życie. Poprosiłem mamę, aby kupiła mi rower stacjonarny a następnie  połowę pokoju przearanżowałem na siłownię. Nadal niezmiernie wstydziłem się tego jak wyglądam, tego że się pocę i tego, co na mój temat będą myśleć inni.

Przez cztery lata stosowania różnych diet i treningów, nie schudłem ani grama…

Tak właśnie zaczęła się moja ponad 4 letnia walka, mająca na celu zrzucenie tkanki tłuszczowej i powrót do “normalności” w rozumieniu zarówno fizycznym, jak i psychicznym. W ciągu tych 4 lat chodziłem do różnych dietetyków (m.in. Centrum Żywienia i Żywności w Warszawie), przewertowałem dziesiątki artykułów i książek związanych z odżywianiem i odchudzaniem, a mimo to efekty były zerowe.

Testowałem na sobie przeróżne diety, od wegetarianizmu, poprzez dietę zbilansowaną, aż po dwudniowe głodówki. Mając 17 lat, w niecałe 4 miesiące przejechałem ponad 6 tys kilometrów na rowerze stacjonarnym i mimo bycia na ciągłym deficycie kalorycznym, moja waga przez tych kilka lat nawet nie drgnęła. Warto wspomnieć, że mój wygląd znacząco różnił się od wyglądu przeciętnego “grubasa” (specjalnie przytaczam to słowo, bo często byłem tak przezywany w szkole). Tkanka tłuszczowa odkładała mi się bardzo nierównomiernie, tj. na klatce piersiowej oraz na dole pleców (jest to typowe dla zaburzeń hormonalnych, związanych z estrogenami – żeńskimi hormonami płciowymi). Moja klatka piersiowa, była moim największym kompleksem – ponieważ miałem typowo kobiece piersi, które poziomem otłuszczenia diametralnie odbiegały od reszty tułowia.

Przez 4 lata treningów, diet i dokształcania się w kierunku odchudzania – nie schudłem ani grama. Los chciał, że niedługo przed skończeniem osiemnastego roku życia, po raz kolejny się rozchorowałem (cóż za miła odmiana). Poszedłem, jak zwykle, do swojej przychodni, lecz niestety moja lekarka była na urlopie i zastępowała ją młoda dziewczyna będąca na stażu. Gdy wszedłem do gabinetu i ujrzałem młodą dziewczynę (przed która musiałem się rozebrać do pasa) nie wiedziałem, czy mam się rozpłakać z przerażenia czy uciekać ze wstydu. Na szczęście byłem zbyt tchórzliwy, by zrobić którąkolwiek z wyżej wymienionych czynności i w ramach usprawiedliwienia się (dlaczego wyglądam tak a nie inaczej), opowiedziałem jej o swojej walce z otyłością. Był to moment przełomowy w moim życiu, ponieważ jako pierwsza cierpliwie mnie wysłuchała i bez wahania zaleciła przeprowadzenie dużej ilości badań hormonalnych.

Wreszcie po 6 latach udręki okazało się, że cierpię na zaawansowaną hiperprolaktynemię oraz hiperinsulinemię (o której wówczas pani doktor endokrynolog zapomniała mi wspomnieć), które z kolei w ciągu tych kilku lat doprowadziły do wielu innych zaburzeń hormonalnych i zmian w moim organizmie. Jedną z tych zmian była ginekomastia czyli przerost gruczołów sutkowych u mężczyzn, powodujący powstanie “kobiecych” piersi. Kolejnym skutkiem ubocznym było absolutne zahamowanie u mnie procesu lipolizy (rozbijania tkanki tłuszczowej). Innymi słowy, gdybym znalazł sie na pustyni bez żadnego pożywienia, to umarłbym z głodu jako osoba otyła, ponieważ mój organizm nie był w stanie wykorzystać tłuszczu w celu pozyskania z niego energii.

I w ten oto sposób nagle wszystko stało się jasne…

Schudłem 28kg… w ciagu miesiąca

W celu uregulowania poziomu hormonów, a przede wszystkim obniżenia poziomu prolaktyny, lekarka przepisała mi kilka leków, w tym Bromergon (bromokryptynę) w najniższej możliwej dawce. Po 4 latach regularnych treningów, diet oraz stosowania suplementów diety (w tym również spalaczy tłuszczu) miałem tak nakręcony metabolizm, że gdy tylko pozbyłem się “hormonalnej blokady” która uniemożliwiała mi przez te wszystkie lata spalanie tkanki tłuszczowej – schudłem 28 kilogramów w ciagu miesiąca.

Tkanka tłuszczowa spadła, ale niestety piersi zostały (tak jak wspomniałem, nastąpił przerost gruczołów sutkowych, a ich niestety nie da się “spalić w ogniu treningu”). Dlatego też w wieku 18 lat zdecydowałem się na operacje plastyczną i usunięcie przerośniętych gruczołów sutkowych, które spędzały mi sen z powiek. Mimo tego, że endokrynolog stanowczo mi to odradzała – twierdząc, że to tylko defekt wizualny i powinienem go zaakceptować. Operacja była strzałem w dziesiątkę. Wreszcie po tylu latach, zacząłem postrzegać siebie jako pełnowartościowego człowieka, a nie “istotę niższej kategorii”. Przez to, że drastycznie schudłem w krótkim czasie, miałem duże problemy z napięciem skóry. Lekarz zasugerował, że zbudowanie masy mięśniowej i “wypełnienie” luźnej skóry mięśniami powinno załatwić problem.

Było tylko jedno małe ale…

Aby zmienić swoje ciało, najpierw popracuj nad swoim umysłem

W dalszym ciągu byłem bardzo nieśmiały i niepewny siebie. Wstydziłem się iść na siłownię, a ciężary i sprzęt jakim dysponowałem w domu był już najzwyczajniej niewystarczający. Bałem się krytycznych spojrzeń, wstydziłem się publicznie spocić i nie chciałem wyjść na idiotę, w razie gdybym niepoprawnie wykonał jakieś ćwiczenie. (tak jakby każdy facet musiał umieć poprawnie wykonywać ćwiczenia…phi) Wtedy właśnie postanowiłem popracować nad pewnością siebie i pierwszym krokiem który wykonałem było przeczytanie książki “Pokochaj siebie” autorstwa Dr. Wayne W. Dyer (którą zresztą poleciła mi moja mama). Mimo, że zapewne nie jest to najlepsza książka z tego gatunku, to pozwoliła mi ona spojrzeć na siebie i swoje problemy z zupełnie innej perspektywy. Zacząłem sukcesywnie wdrażać w swoje życie zawarte w niej rady i nabierać zdrowego dystansu do siebie.

Osiągnięcie sukcesu wymaga czasu i ciągłego rozwoju

Praca nad swoim umysłem i zmianą świadomości jest, moim zdaniem, znacznie cięższa niż praca nad sylwetką. Na szczęście zawsze byłem bardzo zdyscyplinowany i konsekwentny, dzięki czemu stopniowo udało mi się okiełznać swój strach, depresję oraz niską samoocenę.

Grunt to robić to, co się kocha

W związku z tym, że całe wcześniejsze życie spędziłem grając na komputerze – poszedłem na studia informatyczne. Wybierając ten kierunek kierowałem się przede wszystkim dobrą znajomością komputerów oraz zdrowym rozsądkiem, gdyż było wówczas ogromne zapotrzebowanie na informatyków/programistów, a zawód ten wiązał się z dobrymi zarobkami.

Na pierwszym roku studiów zaszła we mnie zmiana, o której wspominałem we wcześniejszym rozdziale. Zdałem sobie wtedy sprawę, że chcę pomagać ludziom w walce o lepsze życie i bycie szczęśliwym. Przez cały okres studiów rozwijałem się treningowo i poszerzałem swoją wiedzę na temat dietetyki, starając się możliwie poprawić swoją sylwetkę i przy okazji uzyskać oczekiwane napięcie skóry.

W międzyczasie zacząłem również interesować się rozwojem duchowym, medytowałem a nawet kilkakrotnie wyjechałem do Indii.

Z roku na rok moja sylwetka stawała się coraz lepsza, jednak doszedłem do poziomu, którego za żadne skarby nie byłem w stanie poprawić niezależnie od stosowanych zabiegów dietetycznych i metod treningowych.

Znów coś było nie tak…

Hiperinsulinemia i Insulinooporność

Opowiadając historię swoich problemów hormonalnych wspomniałem o hiperinsulinemii, która wyszła mi w badaniach przeprowadzonych, gdy miałem 18 lat. Niestety w przypadku testu z obciążeniem glukozą (który służy do badania reakcji organizmu na glukozę / cukier) w wynikach badań nie ma zakresu referencyjnego. Innymi słowy, dostajemy kartkę z wynikiem i nie ma tam żadnej adnotacji, czy jest on dobry czy nie. Z racji tego, że lekarz endokrynolog sprawdzający wyniki badań nie wspomniał słowem o jakichkolwiek innych problemach poza hiperprolaktynemią, sądziłem, że wszystko inne jest w normie. Bardzo się myliłem.

Ponieważ postęp sylwetkowy był zdecydowanie poniżej moich oczekiwań, zacząłem czytać mnóstwo książek i publikacji z zakresu odżywiania, zdrowia, endokrynologii oraz mówiąc w dużym uproszczeniu, funkcjonowania naszego organizmu. Nieco ponad 2 lata temu, gdy moja wiedza odnośnie zdrowia była na tyle duża, aby dojść do pewnych wniosków, zdecydowałem się na przeprowadzenie kilku badań hormonalnych. Jednym z tych badań była czteropunktowa krzywa glukozowo-insulinowa, na której wyszło jednoznacznie, że cierpię na hiperinsulinemię i insulinooporność. Po otrzymaniu tych wyników, odkopałem z szuflady moje badania sprzed lat, na których wyszło dokładnie to samo. Niestety głupota lekarza spowodowała, że mniej lub bardziej zmarnowałem ponad 6 lat pracy nad swoją sylwetką stosując diety, które ze zdrowego człowieka zrobiłyby greckiego boga, a mi nie przynosiły praktycznie żadnych korzyści.

W związku ze zniesmaczeniem, spowodowanym głupotą i brakiem wiedzy lekarzy, znów zacząłem namiętnie czytać różnego rodzaje książki i publikacje medyczne, słuchać medycznych podcastów oraz wykładów wideo z zakresu diabetologii i endokrynologii. Odpowiednio ułożoną dietą i treningiem, udało mi się pozbyć insulinooporności, okiełznać hiperinsulinemię (jest to choroba nieuleczalna, dlatego nie da się jej pozbyć – można co najwyżej trzymać ją w ryzach) i osiągnąć sylwetkę, o której większość zdrowych ludzi może jedynie pomarzyć. Stosując dietę ketogeniczną oraz mordercze treningi udało mi się zredukować poziom tkanki tłuszczowej do 6%. Co więcej, od kiedy odkryłem swoje zaburzenia glikemii i wprowadziłem idealnie dopasowaną dietę całkowicie przestałem chorować. Przez ponad 2 lata nie miałem nawet lekkiego przeziębienia, popdczas gdy przez całe wcześniejsze życie non-stop łapałem różnego rodzaju infekcje.

Od momentu wprowadzenia diety ketogenicznej moje wyniki badań uległy drastycznej poprawie (wcześniej miałem problemy z cholesterolem, trójglicerydami, elektrolitami itd. obecnie mam absolutnie idealne wyniki badań w każdym możliwym aspekcie), a co najważniejsze mam genialne samopoczucie i mnóstwo energii przez cały dzień – czyli coś, o czym kiedyś mogłem wyłącznie pomarzyć.

Mi się udało, Tobie też się uda!

Tak oto z zakompleksionego, nieśmiałego, schorowanego, grubego chłopaka pogrążonego w ciężkiej depresji – stałem się pewnym siebie, szczęśliwym i pełnym życia mężczyzną, pracującym po 10 – 12 godzin dziennie z ludźmi, którym poprzez dobranie odpowiedniej formy treningu oraz optymalnej diety pomagam w osiągnięciu wymarzonej sylwetki oraz poprawie stanu zdrowia.

Ponadto prowadzę wykłady poświęcone zdrowemu stylowi życia dla największych firm w Polsce (np. T-Mobile, Samsung, Polsat, Grupa Medyczna Sandoz, Nestle itd..), jestem autorem wielu artykułów i materiałów video publikowanych np. w CKM, na portalu gazeta.pl czy też dla Benefit TV, który puszcza wywiady ze mną na ponad 4000 siłowni na terenie całej Polski. Fakt, że mogę dotrzeć do dużej liczby osób i być może wpłynąć pozytywnie na ich życie, daje mi niesamowitą satysfakcję.

Szczęście to stan umysłu

Jeżeli nie jesteś zadowolony ze swojego życia, masz dwie opcje – albo je zaakceptujesz, albo je zmienisz. Pamiętaj – szczęście to stan umysłu! Zmień swój sposób postrzegania siebie i otaczającego Cię środowiska na pozytywny, wyznaczając sobie jednocześnie cele do zrealizowania.

Uwierz mi, że aby całkowicie odmienić swoje życie wystarczy zrobić jeden krok – stworzyć silną, zdecydowaną myśl i systematycznie za nią podążać. Mam nadzieję, że moja walka z otyłością, problemami zdrowotnymi i silną depresją zainspiruje Cię do walki o lepsze życie. Mi udało się zrealizować swoje marzenia i szczerze wierzę, że Tobie też się to uda!

Więcej informacji odnośnie diety ketogenicznej, którą stosuję, znajdziesz w artykule mojego autorstwa pt.: ” Dieta ketogeczniczna „.

Jeżeli podoba Ci się moja historia udostępnij ją znajomym – być może jest wśród nich, ktoś taki jak ja (sprzed kilku lat) i ten tekst pomoże mu w zrobieniu pierwszego kroku ku lepszemu życiu.

Pozdrawiam,
Trener Dawid.